NA6A9768 FB

MOJA HISTORIA

Obsesyjne pragnienie szczupłej sylwetki doprowadziło mnie do skrajności. Gdy jedna dieta nie dawała efektów rozpoczynałam następną. Stosowałam już chyba każdą cudowną receptę na zgubienie kilku kilogramów. W pierwszej kolejności postawiłam na dietę kapuścianą. Podczas pierwszych trzech dni jej stosowania czułam się doskonale. Pojawiła się nieznana mi dotąd lekkość w żołądku, która wprawiała mnie w cudowne samopoczucie i udało mi się

zgubić jeden wałek na brzuchu. Był to dla mnie prawdziwy sukces. Czwartego dnia diety dopadł mnie jednak kryzys. Na sam widok mdłej warzywnej zawiesiny robiło mi się po prostu niedobrze.

Nie poddawałam się. Szłam w zaparte, licząc na to, że znajdę inną fantastyczną dietę, która pomoże mi zrealizować marzenie o wymarzonej sylwetce odpowiadającej wymiarom Cindy Crowford, albo Naomi Cambel. Modna była wówczas 13-dniowa dieta kopenhaska. Mówili o niej wszyscy, a ci którzy wypróbowali ją na własnej skórze wypowiadali się o niej w samych superlatywach. Z ich relacji wynikało, że dieta pozwała na zrzucenie 13 kilogramów bez
żadnego wysiłku. Szybko okazało się jednak, że jej faktyczne koszty były ukryte gdzie indziej. W moim przypadku skończyło się na zasłabnięciu na rowerze po przejechaniu 500 metrów, wyniszczeniu organizmu i ogromnej frustracji spowodowanej monotonnym jadłospisem. To była dla mnie prawdziwa katorga tym bardziej, że nie przepadam za pomidorami i jajkami, czyli podstawowymi elementami moje ówczesnego menu. Z trudem wytrzymałam 10 dni. Choć faktycznie schudłam parę kilko nie byłam w tanie trzymać się twardych reguł tej diety.
Szukałam więc dalej. Przez następnych kilka lat testowałam jedną, drugą, trzecią dietę, aż w końcu zrozumiałam, że póki radykalnie nie uporządkuję i nie zaakceptuję pewnych zasad oraz nie zmienię podejścia do jedzenia i siebie samej, to nigdy nie osiągnę zamierzonego celu.

Sporo czasu upłynęło zanim doszłam do punktu, w którym dziś jestem. Wolna od diet, szczupła, ale przede wszystkim szczęśliwa. Wreszcie zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą! Na pierwszy ogień poszła moja głowa. To w niej zaszły najbardziej radykalne zmiany, które doprowadziły, że zmiana stylu życia i nawyków żywieniowych stała się dla mnie prosta. Dzięki właściwym osobom uzmysłowiłam sobie, że aby schudnąć nie trzeba się katować i stosować
do monotonnych diet dobrych na chwilowy spadek wagi. Sport, który kiedyś postrzegałam wyłącznie, jako niezbędny środek w drodze do celu stał się dla mnie relaksem i nieodzownym elementem każdego dnia, bez którego dziś nie dałabym rady funkcjonować.

A jedzenie? Przestało mi się wreszcie kojarzyć z okropnymi, bezsmakowymi potrawami. Zaczęłam się bawić, eksperymentować, wyszukiwać oryginalne, zdrowe przepisy, które nie mają nic wspólnego z wcześniejszymi bezsmakowymi posiłkami. Życie nabrało sensu, a ja zaczęłam cieszyć się każdą chwilą i zaszczepiać w innych chęć zmian Dziś z dumą mogę powiedzieć: Jestem spełniona w tym, co osiągnęłam. Mam ogromną satysfakcję, bo ciężką praca udało mi się pokonać swoje słabości. To właśnie dlatego coaching zdrowia zagościł w moim życiu. Chcę dawać ludziom radość i motywację na lepsze
jutro. Każdy nowy dzień przynosi przecież coś nowego. Liczę na to, że dzięki mnie inni również zaczną to doceniać.

Write a comment